poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Rozdział 12


Paloma pov:

   Obudziłam się rano w nieznanym mi miejscu. Dopiero po chwili zaczęły wracać do mnie wspomnienia wczorajszego dnia. W tej chwili jestem wdzięczna Ashtonowi, że nie zostawił mnie w tym parku. Gdyby nie on nie miałabym gdzie się podziać i prawdopodobnie spałabym tam na tej ławce.

   Skierowałam się do kuchni. Byłam głodna, a musiałam nas nakarmić dwoje. W domu panowała cisza co znaczyło, że wszyscy jeszcze śpią. Przechodząc przez salon zauważyłam Ash’a, który spał na kanapie. Nie chcąc go budzić cicho weszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i patrzyłam chwilę na jej zawartość zastanawiając się co zrobić do jedzenia. Stanęło, że zrobię sobie pokaźną porcję jajecznicy z dodatkami. I tak po dwudziestu minutach szykowania zasiadłam i zaczęłam jeść moją jajecznicę. Kończyłam jeść, gdy przede mną usiadł Ash. Siedział w ciszy i przyglądał mi się.

-Jak zjesz to musimy porozmawiać – poczekał aż mu odpowiem, a potem wstał i wyszedł w stronę swojego pokoju. Niezręcznie mi było, że przez moją osobę musiał spędzić noc na kanapie. Skończyłam jeść, odłożyłam talerz do zmywarki i usiadłam w salonie na kanapie do niedawna zajmowanej przez Asha. Po jakiś trzydziestu minutach do salonu weszła cała czwórka. Każdy z nich ulokował się niedaleko mnie. No może poza Lukiem, ale to już mnie jakoś nie dziwi.

-Co robiłaś wczoraj tak późno sama w parku ? I skąd miałaś ten ślad na policzku ?  - ciszę przerwał Ashton. Na wspomnienie o moim policzku chwyciłam za niego. Mój wzrok wbiłam w podłogę i zastanawiałam się jak mam im to wszystko powiedzieć.

-Bo.. Ja mu powiedziałam.. – widziałam, że trójka z nich zmarszczyła brwi nie rozumiejąc o co mi chodzi. Z kolei Luk nawet na mnie nie patrzył, a tylko bawił się swoimi palcami.

-Co mu powiedziałaś ? – do rozmowy dołączył Mike. Spoglądał na mnie i cierpliwie czekał. Otworzyłam usta jednak żadne słowa ich nie opuściły. Odetchnęłam głęboko i nie patrząc na nich powiedziałam:

-O ciąży – chwile jeszcze siedziałam z opuszczoną głową. W salonie zapanowała grobowa cisza. Popatrzyłam na nich. Calum siedział z szeroko otwartymi oczami i uchylonymi ustami. Mike po chwili usiadł obok mnie i przyciągnął do siebie. Ash patrzył na mnie, ale nie potrafiłam nic wyczytać z jego twarzy. Luke przez moment poświęcił mi swoje spojrzenie, ale wrócił do poprzedniej czynności.

-A ten ślad ? – na wspomnienie o nim przypomniały mi się słowa Josh’a. W moich oczach zbierały się łzy.

-Bo.. Bo..- nie mogłam dobrać odpowiednich słów. Nie wiedziałam też jak mam im powiedzieć o tym, że Josh wie.

-Kurwa wysłów się wreszcie ! – Luk powiedział to zirytowany na co aż podskoczyłam na kanapie. Mike przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i uspokajająco pocierał swoimi dłońmi o moje plecy dodając mi tym samym otuchy.

-Ja nie wiem skąd on się dowiedział – patrzyłam na nich, a oni na mnie. Myślałam, że rozumieją o co mi chodzi, ale najwyraźniej nie. Calum który do tej pory siedział nadal z otwartą buzią przekrzywił głowę w bok i z zapytaniem na twarzy czekał aż będę kontynuować.

-Josh wie, że byliście ze mną w Malmo.. Ale ja nie mam pojęcia skąd on to wie ! Ja mu nic nie mówiłam.. – po moim policzku spłynęła jedna łza, którą szybko starłam wierzchem dłoni. Usłyszałam ciche pomruki i przekleństwa, które wypowiadał Luk. Ash chwycił się za głowę, a Mike i Cal patrzyli na mnie oszołomieni tą informacją.

-To stąd ten ślad ? – gdy Ash doszedł do siebie wskazał ręką na jeszcze widoczny ślad na moim policzku. Spuściłam głowę w dół  i kiwnięciem jej zaprzeczyłam. Znów kilkakrotnie otwierałam usta aby im to wyjaśnić, ale nie umiałam. Nie potrafiłam powiedzieć tego co Josh mi wczoraj powiedział…

-To za co masz ten ślad bo sama go raczej nie zrobiłaś  – Mike patrzył na mnie. Spojrzałam na niego i widziałam w jego oczach wymalowaną troskę. Troskę o moją osobę.


-Josh.. On.. On powiedział, że.. że to na pewno nie jest jego dziecko, a Ashtona… Nazwał mnie puszczalską dziwką, a was.. Kazał mi usunąć dziecko lub się wynosić… - skuliłam się na kanapie. Łzy leciały po moich policzkach. Mike jakby wyczuwając przytulił moje trzęsące się od płaczu ciało. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam troski, ciepła, a przede wszystkim miłości. Niestety teraz to ostanie nie będzie mi dane. Jedynie ja je mogę okazywać tej małej istotce, która nosze pod swoim sercem.

Rozdział 11



Ashton pov:

   Wracałem właśnie do domu. Załatwiłem ostatnie interesy i informacje u Janoskians. Było chłodno i zbierało się na deszcz.

-Kurwa czemu nie pojechałem samochodem  - mruknąłem sam do siebie pod nosem i skręciłem w alejkę parku. Już prawie z niego wychodziłem gdy usłyszałem płacz. Zdziwiony zatrzymałem się i spojrzałem na godzinę. Było po dwudziestej drugiej . Skierowałem się w stronę skąd dochodził płacz. Nie widziałem jeszcze tej osoby bo drzewa i krzak przysłonił mi widok, ale byłem pewien, że to dziewczyna . Nie zdążyłem jeszcze tam dojść, gdy usłyszałem głos:

- Przepraszam. Nie jestem sama, mam jeszcze ciebie – kojarzę ten głos. Paloma ma podobny. I wtedy do mnie dopiero dotarło. To była Paloma! Ruszyłem się z miejsca i stanąłem naprzeciw płaczącej i trzymającej się za brzuch dziewczyny. Nie zauważyła mnie. Była wpatrzona w brzuch i płakała, a obok niej stała walizka. Co do kurwy….

-Paloma ? Co ty tu robisz tak późno ? – spytałem ją na co podskoczyła na ławce. Musiałem ją wystraszyć. Popatrzyła na mnie czerwonymi od płaczu oczami i z wielkim czerwonym śladem na policzku.

-Ja.. On.. Josh..Powiedziałam… - dziewczyna była roztrzęsiona i nie mogła powiedzieć to co chciała. Podszedłem bliżej chwyciłem jej walizkę, a drugą dłoń  wystawiłem w jej stronę. Niepewnie ją chwyciła i wstała. Jej dłoń była lodowata. Dobrze, że mieszkałem niedaleko.

   Weszliśmy do domu. Odstawiłem walizkę Palomy w korytarzu. Z salonu dochodziły śmiechy chłopaków. Pchnąłem delikatnie Palome w kierunku salonu. Jak już tam byliśmy ci debile nawet nie zauważyli, że wróciłem i to nie sam. Odchrząknąłem i dopiero wtedy trzy pary oczu skierowały się na nas. Michael i Calum wytrzeszczyli oczy, a Luk zlustrował Palome znudzonym wzrokiem zatrzymując na policzku.

-Paloma zostaje u nas – to było jedyne co miałem im do powiedzenia. Poprowadziłem dziewczynę do mojego pokoju. Jutro muszę z nią porozmawiać bo dziś nie jest w stanie.

   Zostawiłem dziewczynę w moim pokoju i wróciłem do salonu. Atmosfera była napięta, a chłopaki czekali aż coś powiem. Rozsiadłem się na fotelu i czekałem który zacznie.

-Co się jej stało ? – Mike jako pierwszy odezwał się i przerwał tą napiętą ciszę.

-Nie wiem – to byłe jedyne co byłem w stanie odpowiedzieć. Byłem w szoku takim samym jak i oni.

-Jak nie wiesz ? A ten ślad na policzku ? – Mike patrzył się na mnie jakby chciał, abym coś powiedział, zaprzeczył czy też cokolwiek zrobił. Popatrzyłem na niego. Zebrałem swoje myśli i obrazy w pamięci.

-Wracałem od Janoskians przez park. Usłyszałem płacz i zobaczyłem ją. Chwile wcześniej coś gadała sama do siebie. Była już w takim stanie jak ją znalazłem. Pytałem ją co się stało, ale nie potrafiła się wysłowić. Przecież nie mogłem jej tam tak zostawić… - patrzyłem na chłopaków. Calum widocznie się wzruszył. Jego oczy świeciły się, ale nie uroniły łez. Już wystarczająco ich dziś było.


   Każdy rozszedł się do swojego pokoju spać. Mi została kanapa. Dzisiejsze wydarzenia zmieniły przebieg naszego planu. Teraz za wszelką cenę ona musi tu zostać i trzeba ją chronić. Jednego jestem pewien – ten ślad na policzku Palomy był od dłoni Cuthbert’a. Zabije tego skurwiela przy pierwszej okazji jaka tylko się nadarzy. 

Rozdział 10


TYDZIEŃ PÓŹNIEJ:
Paloma Pov:

   W Malmo byliśmy tydzień. Spędziłam z chłopakami całkiem fajnie czas. Pokazałam im miasto co nie obyło się bez ich marudzenia czy to daleko, kiedy wracamy, że zimno, że za mokro i że są głodni. Akurat do tego ostatniego nie miałam nic przeciwko bo sama chętnie dołączałam do Cala i Maika. Luk wtedy patrzył na nas zirytowany, że ile można jeść i nic innego tylko na okrągło wpierdalamy jak on to ujął , a on wielce poszkodowany  musi łazić potem po sklepie. Z kolei Ash mało spędzał z nami czasu. Ciągle załatwiał jakieś swoje sprawy o których nikt mi nic nie mówił. Tak czy inaczej ten tydzień był udany i w takim humorze wróciłam do Sydney. Jak co dzień świeciło słońce i żar lał się z nieba. Właśnie dziś postanowiłam powiedzieć Josh’owi o ciąży. Będzie pewnie tak samo szczęśliwy jak i ja. Dwa i pół miesiąca. Już dawno powinnam mu powiedzieć, ale nie było kiedy. 

   Miałam dziś jeszcze wolne. Chodziłam lekko zdenerwowana po salonie i czekałam aż Josh wróci z pracy. Było po godzinie osiemnastej i zaczynało powoli się ściemniać. Usłyszałam głośne trzaśnięcie drzwiami i przekleństwa. To oznaczało, że Josh wrócił i to w nie najlepszym humorze.  Po chwili wyszedł z korytarza i wszedł do salonu. Zły rzucił teczką na fotel niedaleko mnie. Wzdrygnęłam się i poczułam, że stresuje się jeszcze bardziej. Wstałam i powoli podeszłam i przytuliłam go. Dopiero po chwili odwzajemnił to. Trwaliśmy w takim przytuleniu jeszcze moment. Josh opierał swoją brodę o moją głowę. W tym momencie chciałabym tak zostać i trwać. Aby ta chwila nie kończyła się nigdy. Jeszcze nie wypowiedzieliśmy żadnych słów, a ten gest wyrażał wszystko. W końcu zbierając całą swoją odwagę i pewność siebie musiałam się odezwać.

-Josh chciałabym ci coś powiedzieć – stałam naprzeciw niego z głową uniesioną lekko do góry i patrzyłam w jego oczy. Czekał aż będę kontynuować. Czułam ogromną gulę w moim gardle nie wiedząc jak to ująć w odpowiednich słowach. Jednak co tu trudnego do powiedzenia ?  Przecież jest moim mężem więc dlaczego czuje strach, aby to powiedzieć ?

-Jestem w ciąży. Będziemy mieli dziecko – Josh stał tak jeszcze moment bez wyrażania jakichkolwiek emocji. Jednak chwile potem jego oczy pociemniały, twarz zaczerwieniła się i wyrażała grymas, a dłonie zacisnął w pięści. Cofnęłam się.

-Myślałaś, że jestem taki głupi ? Że się nie dowiem !? – patrzyłam na niego ze strachem i nie wiedziałam o co mu chodzi.

-Josh, ale o czym ty mówisz? – zbliżyłam się w jego stronę krok, ale szybko tego pożałowałam.

-Myślałaś, że nie wiem, że pojechałaś do Mamo z Irwinem !? Z moim największym wrogiem ! Jesteś zwykłą dziwką ! – moje oczy zaszły łzami. Nie wiem skąd dowiedział się, że byłam w Szwecji z Ashtonem, ale przecież nie byłam tylko z nim.

-Ale Josh.. – nie dał mi dokończyć nawet. Jego oczy błysnęły i jeszcze bardziej zrobiły się ciemne.

-Nie wystarczył ci jeden to pojechałaś z czterema kutasami ! Jesteś nic nie wartą puszczalską dziwką ! Ten bachor pewnie jest Irwina ! - patrzyłam na niego oniemiała. Jak on mógł tak mówić..

-To jest twoje dziecko Josh – próbowałam i chciałam go uspokoić. Na moment myślałam nawet, że  mi się to udało.

-Zerwiesz z nim i jego kumplami wszelkie kontakty oraz usuniesz ciąże – po moich policzkach poleciały pierwsze łzy których nie udało mi się już utrzymać. Cofnęłam się do tyłu i kręciłam załamana głową na boki.

-Nie zrobię tego Josh – chwyciłam się lekko za brzuch i nadal płacząc kręciłam głową, że nie zgadzam się z jego decyzją. Josh podszedł do mnie. Zamachnął się otwartą dłonią i uderzył w mój policzek. Uderzenie było na tyle silne, że moja głowa odskoczyła na bok a ja sama, aby nie upaść do końca na podłogę przytrzymałam się kanapy. Podniosłam się i popatrzyłam na wręcz kipiącego złością i jadem Josh’a.

- W takim razie wypierdalaj z domu dziwko! I nie wracaj tu więcej! – jego słowa zabolały. I to bardzo. Jak on mógł pomyśleć, że to nie jego dziecko, nazwać mnie puszczalską dziwką i co najgorsze uderzyć. Tak jak stałam ubrana tak wybiegłam. W korytarzu chwyciłam moją torebkę, kurtkę oraz walizkę która tam stała jeszcze nie rozpakowana. Wybiegłam z naszego domu i poszłam przed siebie. Nie wiedziałam gdzie iść. Chciałam i potrzebowałam teraz pobyć sama. Chciałabym, aby moi rodzice teraz tu byli i przytulili  mnie. Wtedy by było wszystko takie inne…  Na dworze było ciemno i chłodno. W tym momencie cieszyłam się, że zabrałam kurtkę. W oddali zobaczyłam park i skierowałam się w jego stronę. Usiadłam na pierwszej lepszej ławce. Siedziałam i płakałam z bezsilności, braku dachu nad głową i bycia samej na tym świecie.


-Przepraszam. Nie jestem sama, mam jeszcze ciebie – spojrzałam na mój jeszcze niewidoczny brzuch i czule go pogłaskałam.

Rozdział 9


Ashton pov:

   Paloma ostatnio była jakaś inna niż zazwyczaj. Szybko się męczyła i dużo spała. O jedzeniu nie wspomnę. Dziś w tej restauracji zszokowała nas wszystkich. Myślałem, że Mike i Cal są mistrzami w jedzeniu bez końca, oraz żołądków bez dna, a tu co? Dziewczyna, która jest taka krucha i drobna potrafiła tyle zjeść !

   Chciałem z nią porozmawiać, ale nie zauważyłem jej nigdzie na dole. Zacząłem chodzić i rozglądać się po domu sprawdzając pomieszczenia. Znalazłem ją w pokoju, który prawdopodobnie należał do niej. Leżała na łóżku. Podszedłem do niej, ale jak się okazało blondynka spała. Rozejrzałem się i zauważyłem puchaty koc w kwiaty. Wziąłem go i nakryłem nim dziewczynę. Wyszedłem z jej pokoju i poszedłem do chłopaków. Mamy czas na spokojnie obgadać co i jak. Musimy dostać się do bazy urzędu stanu cywilnego i zmienić tam status na „anulowane”. Łatwo nie będzie, ale nie dam jej skrzywdzić temu niedorobionemu chujowi.

   Michael siedział z nosem w laptopie i próbował znaleźć to czego potrzebowaliśmy. Trochę mu to zajęło, ale w końcu się udało.

-Uda ci się to teraz zrobić ? –patrzyłem na niego i miałem cichą nadzieję, że da radę.

-Mogę spróbować, ale nie wiem czy mi się uda. Nie znam szwedzkiego więc może być ciężko – o tym przyznam nie pomyślałem. Zapomniałem, że dziewczyna jest ze Szwecji i tu brali ten cały cholerny ślub. Wiem, że znienawidzi mnie za to. Mam nadzieję, że zrozumie kiedyś, że to wszystko było dla jej dobra.

-To próbuj. Mamy dużo czasu, ale trzeba to załatwić – nerwy zaczęły mi puszczać.
 Siedzieliśmy już tak z dwie godziny, Paloma spała dalej co trochę mnie niepokoiło. Pewnie była naprawdę mocno zmęczona lotem bo mało co spała w samolocie. Pewnie teraz to nadrabia.

   Po trzeciej godzinie siedzenia Mike oznajmił, że udało się. Zmienił co tam trzeba było i oficjalnie małżeństwo pomięty Josh’em Cuthbert’em a Palomą Ross zostało unieważnione z powodu niezgodności charakterów.  Teraz to już będzie z górki. Wrócimy do Sydney i trzeba będzie coś zrobić, aby Pal zamieszkała u nas. Usłyszałem szelest w kuchni i zwróciłem swoją uwagę w tamtą stronę.  Zauważyłem, że Pal wstała. Zdziwiło mnie bo poszła do lodówki, a przecież nie tak dawno jedliśmy. Dziwne zrobiła trzy kanapki z żółtym serem posmarowane dżemem !? Co jest kurwa…

-Ducha zobaczyłeś ? –Luk był rozbawiony moim zachowaniem. Chwyciłem laptopa leżącego na stoliku i wpisałem w wyszukiwarce kanapka z żółtym serem i dżemem.

-Co tam szukasz ? – Luk popatrzył przez moje ramię na to co szukam –Po co ci to? – nie odpowiedziałem, a szukałem dalej jednak nic konkretnego nie znalazłem i przestałem szukać.


-Stary wyluzuj ! Sprałeś się jak guma w gaciach – każdy z nas popatrzył na Caluma. Nikt z nas nie wie skąd od bierze te swoje nędzne teksty. Z nas wszystkich to właśnie Calum był tym najbardziej irytującym, ale Luk go dość szybko doganiał. Jednak nie mogę ich o to obwiniać. Każdy z nas miał swoją historię, która była szarą codziennością. 

niedziela, 6 marca 2016

Rozdział 8




Paloma pov:

MIESIĄC PÓŹNIEJ:

   Josh odkąd miesiąc temu wrócił z delegacji obecnie ciągle przesiaduje w pracy. Nie widujemy się już praktycznie wcale. Postanowiłam wyjechać na jakiś czas do Malmo, aby tam odpocząć. Z

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 7


Ashton pov:

  Po całym dniu nieobecności tych dwóch debili w końcu wrócili. Jednak nie byli sami. Mike niósł na rękach Pal która była nieprzytomna.

-Co jej się stało!? – naskoczyłem na nich od razu, a za mną pojawił się Luk.

-Ciszej bądź bo ją obudzisz – Calum burknął pod nosem i poszli do salonu. Położyli tam na kanapie blondynkę. Wyglądała pięknie. Szkoda tylko, że jest żoną takiego skurwiela jakim jest Cuthbert. Jednak to się niedługo zmieni. Z jej kieszeni wystawał telefon, który prawie by wypadł na podłogę. Wziąłem go do ręki, a w tym momencie zaczął on wibrować oznajmiając przychodzące połączenie. Blondynka spała i nie chciałem jej budzić. Spojrzałem na wyświetlacz kto dzwoni. No tak czego innego mogłem się spodziewać. Cuthbert dzwonił. Pokazałem chłopakom ekran na którym wyświetlało się kto dzwoni. Nie byli zbyt zdziwieni tym. Telefon się uspokoił i odłożyłem go na stolik koło kanapy.

  Siedzieliśmy na tarasie myśląc nad tym co Cuthbert ma zamiar zrobić i do czego się posunie. Każdy z nas był pogrążony w myślach i każdy z nas miał inną niezbyt wesołą historię. Luk stracił dziewczynę którą kochał bo została zastrzelona. Siostra Hooda któregoś dnia zniknęła pozostawiając jedynie kartkę, aby jej nie szukać. Clifford zwiał z domu bo jego ojciec miał takie surowe zasady, że nic mu nie było wolno, oraz nie akceptował wyglądu chłopaka. A ja… Matka wyrzuciła mnie z domu jak tylko dowiedziała się przez przypadek czym zajmuje się. Naszą ciszę przerwał mój telefon. Dzwonił Beau Brooks. Dowiedział się, że Cuthbert wraca za dwa dni i podobno z  dużą ilością ładunków wybuchowych. Nie wróży to nic dobrego…  Nikt nie wie po co mu to, a tym bardziej jakaś większa ilość.

  Josh Cuthbert jest dość specyficzną osobą. To jest sadystyczny maniak. Jeżeli obierze sobie kogoś na cel to ta osoba raczej już nie ma szans na przeżycie dłuższego czasu. Jednak on zabija nie tylko dla swoich celów, ale i dla satysfakcji. Zabijanie niewinnych osób to dla niego przyjemność. Za to największą przyjemność sprawia mu znęcanie się nad ofiarą. Potrafi ją torturować dniami i nocami, a nawet i wtedy gdy ktoś już nie żyje. Jest na tyle znany, że nawet w Europie go rozpoznają i obawiają się. Ma tylu wrogów, że dziwi mnie iż jeszcze nikt go nie zabił do tej pory. Jego śmierć przyniosłaby wytchnienie i ogromną ulgę  temu światu.

  Kolejny już raz dziś ciszę przerywa nam telefon. Tym razem znów to telefon Palomy. Cuthbert dobija się do niej jak opętany. Zresztą on jest opętany.  Pierwsza wibracja, druga, trzecia, kolejna i blondynka obudzona denerwującym i natarczywym dźwiękiem budzi się. Zrywa się z kanapy i sięga po telefon. Niewiele udaje mi się z tarasu usłyszeć o czym z nim rozmawia. Wyłapuje pojedyncze słowa wyrwane z kontekstu. Zauważyłem, że zakończyła już rozmowę i rozgląda się po pomieszczeniu. No tak przecież ona jest tu pierwszy raz, a do tego sama tam siedzi. Widać było po niej, że jest jakaś smutna od czasu tej rozmowy.

-Jak się spało ? – wszedłem do domu żeby nie musieć już oglądać jej zdezorientowanej twarzy.

-Dobrze, ale gdzie ja jestem  ? – patrzyła na mnie tymi swoimi dużymi, zielonymi oczami. 
Przypominały one zieleń trawy tuż po deszczu która na nowo odżyła swoim blaskiem, a do tego przedzierające się jaśniejsze i ciemniejsze plamki porannego słońca. Można by tak patrzyć i napajać się tak wpatrując w kolor jej tęczówek i nigdy nie przestawać.

-U nas w domu. To znaczy  moim i chłopaków domu. Zasnęłaś im w samochodzie i nie chcieli grzebać ci w rzeczach za kluczami – rozchyliła lekko usta chcąc coś powiedzieć jednak żaden dźwięk się z nich nie wydobył. Była smutna i przybita. Nie wiem dlaczego, ale mam nadzieję, że nie będzie tego trzymać w sobie. Ona nie wie, że my wiemy o niej praktycznie wszystko.


-A gdzie słoneczko zgubiło swoje promyczki ? – do salonu wszedł Calum i już powtarza ten swój tekst. Przewróciłem oczami bo to raczej mało normalne jak na chłopaka w naszym wieku walić tego typu tekstami. Zresztą, kto zrozumie Hood’a ?

czwartek, 18 lutego 2016

Rozdział 6



Paloma pov:

  Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okno wprost na moją twarz. Spojrzałam na godzinę i było po dziewiątej. Nie miałam za wiele czasu bo musiałam iść do pracy. Całe szczęście, że dziś jestem krócej. Za to, że wzięłam kilka godzin za Bess dziś wyjdę wcześniej.